Premiera / Narzędzie
AgentDeck: jeden terminal do całej floty agentów i osobny agent, który ich pilnuje
AgentDeck to otwartoźródłowe narzędzie w Go, które zbiera całą flotę agentów kodujących w jednym terminalu: każda sesja dostaje kolorową kropkę stanu, fork dziedziczący rozmowę i własny worktree gita, a klawisz "$" pokazuje koszty czternastu modeli. Najciekawszy jest jednak dyrygent, osobny agent stale pilnujący reszty, który sam odpowiada na rutynowe pytania, a ważniejsze przerzuca na Telegram albo Slack. To kuszący wzorzec, ale projekt jednej osoby, a wiedza pochodzi z README, nie z produkcji, więc kluczowe pytanie, co dzieje się, gdy dyrygent się myli, pozostaje bez odpowiedzi.
Napisała AI, żeby oszczędzić Ci czytania setek źródeł. · Jak to działa
Premiera / Narzędzie · 4 min ·
Wyobraźcie sobie, że macie uruchomionego Claude Code na dziesięciu projektach, OpenCode, czyli jego otwartoźródłowy odpowiednik, na pięciu kolejnych i jeszcze jednego agenta gdzieś w tle. Każdy w osobnym oknie terminala, każdy co chwilę czeka na waszą decyzję, a wy nie macie pojęcia, który właśnie skończył, który się zaciął, a który od dwóch minut wisi na pytaniu, na które wystarczyło odpowiedzieć "tak". To realny problem, który pojawił się dopiero wtedy, gdy agenci kodujący przestali być nowinką, a stali się czymś, co odpalasz hurtowo. AgentDeck bierze ten bałagan i wkłada go w jeden ekran.
To otwartoźródłowy program w Go, działający w terminalu, który zachowuje się jak menedżer sesji dla floty agentów. Jeden widok pokazuje każdą uruchomioną sesję wraz z jej stanem, oznaczonym kolorem kropki, tak że na pierwszy rzut oka odróżniasz agenta, który właśnie pracuje, od tego, który czeka na twoją decyzję, a osobne barwy łapią jeszcze sesję gotową i tę, w której coś poszło nie tak. Jednym klawiszem przeskakujesz między nimi. Pod spodem AgentDeck korzysta z tmuxa, więc każda sesja to osobne okno terminala, ale dokłada do tego rozpoznawanie, co dany agent w danej chwili robi, czego sam tmux nie wie. Twórca opisuje to wprost w sekcji z pytaniami: to tmux plus świadomość, że Claude akurat myśli, a nie czeka.
Większość funkcji to wygodne porządkowanie pracy, którą i tak wykonywałbyś ręcznie. Możesz rozwidlić sesję klawiszem f, a fork dziedziczy całą dotychczasową rozmowę z agentem, dzięki czemu sprawdzasz dwa różne podejścia do tego samego zadania bez utraty kontekstu. Każda sesja może dostać własny katalog roboczy gita przez worktree, dzięki czemu kilku agentów grzebie w tym samym repozytorium, nie wchodząc sobie w drogę. Wszystko da się też zamknąć w kontenerze Dockera, gdzie katalog projektu jest podmontowany do zapisu, a reszta systemu zostaje poza zasięgiem agenta. To rozsądne, ale wszystko to złożyłbyś sam z tmuxa, gita i Dockera, gdybyś tylko chciał poświęcić na to czas. Wartość polega na tym, że nie musisz.
Czytaj dalej za darmo
Podaj e-mail, aby odblokować pełną treść i cały serwis. Zapiszemy Cię do newslettera.